A A A

Portret Artysty – Barbara Pszczółkowska-Kasten

Premiera Filmu z udziałem artystki odbędzie się 16 marca o godzinie 19:00

 

Portret Artystki, Kobieta o okrągłej twarzy, uśmiecha się. Stoi na tele zielonej przestrzeni drzew. Kobieta ma włosy do ramion, lekko podkręcone o kasztanowym kolorze.Barbara Pszczółkowska-Kasten

Urodziła się i pracuje w Warszawie. Studiowała w warszawskiej Akademii Sztuk Pięknych, gdzie na Wydziale Grafiki uzyskała dyplom z wyróżnieniem w 1963 roku. Uprawia twórczość w dziedzinie malarstwa sztalugowego, pasteli, rysunku. Jest trzykrotną stypendystką Ministra Kultury i Sztuki – w 1990, 1997 i w 2000 roku, a także Funduszu Promocji Twórczości MKiS w 2005 roku. Zrealizowała około 20 wystaw indywidualnych, przede wszystkim w stolicy, także wielokrotnie w Muzeum Ziemi Polskiej Akademii Nauk oraz w licznych warszawskich Galeriach, a także w Gdańsku, Kielcach, Krakowie, Olsztynie. Uczestniczyła w kilkudziesięciu wystawach zbiorowych – środowiskowych, ogólnokrajowych i międzynarodowych, tak w kraju, jak i za granicą – we Włoszech, w Hiszpanii, Francji, Niemczech, Finlandii, Rosji, Czechach, Japonii, Meksyku, Mongolii oraz Katarze. Prace artystki znajdują się w zbiorach państwowych i prywatnych w Polsce i za granicą.

 

Rozmowę z Barbarą Pszczółkowską-Kasten prowadzi Anna Hlebowicz

Jaki był pierwszy impuls w Pani życiu, który sprawił, że zaczęła Pani zajmować się sztuką? Pierwsze wydarzenia, pomysły – przyczyny zauroczenia sztukami pięknymi.

Obraz w poziomym prostokącie. w kolorach pisaku. Nagórze obrazu linia horyzontalna. W środkowej części brązowy pas na środku, którego pionowa linia biała z góry zakończona biała kropką z dołu niebieskim trójkontem.W domu zawsze mówiło się, że będę plastyczką. Może dlatego, że ojciec był grafikiem i wymarzył sobie studentkę ASP? Kończyłam liceum ogólne, ale chodziłam do Ogniska Plastycznego na Żoliborzu, czasami na wykłady o sztuce w Muzeum Narodowym. W sztuce zawsze ceniłam lapidarność, oszczędność formy. Podziwiam sztukę Egiptu – rzeźbę, malarstwo. Fascynacja ta pozostała do dzisiaj.

W muzeach zawsze zaglądałam do działu starożytności. Zachwycałam się włoskim quattrocento. Może dlatego w latach siedemdziesiątych zaczęłam malować portrety, trochę inspirowane włoskimi, trochę naszymi, trumiennymi. Miałam nawet wystawę w warszawskiej Galerii Portretu, później w BWA – w Gdańsku i Gdyni. Po plenerze w Zakopanem zaczęłam malować góry. Seria prac olejnych zaowocowała wystawą w Muzeum Ziemi PAN. Później był ośmioletni okres „pastelowy”. Robiłam duże formaty pastelami (100 x 70 cm). Może za długo pracowałam na płaskim podłożu?… Białe płótno czy papier zawsze mnie przerażały. Płótna szybko zamalowywałam na jakikolwiek kolor, a pastele robiłam na ciemnych podkładach. Zaczęłam eksperymentować z piaskiem. Początkowo mieszałam go z farba olejną, ale efekty nie bardzo mnie zadowalały. I tak stopniowo doszłam do obecnej techniki.

 

Obraz abstrakcyjny. Prostokąt pionowy. przez obraz przechodzi dynamiczna linia z z lewego dołu ku prawej górze, z której wydobywa się światło na prawą stronę.Jaka jest główna idea Pani sztuki? Jakie są inspiracje?

Inspirację czerpię przede wszystkim ze świata, który mnie otacza. Przetwarzam te wrażenia w pewien sposób. Ale najczęściej jakiś element czy elementy pochodzą bezpośrednio i dosłownie z natury. To może być blask światła, poświata na tafli jeziora, fragment zachodu słońca lub chmura. Cały czas dążę do syntezy. Obawiam się, że nigdy nie uzyskam całkowicie zadawalającego efektu, ale wciąż próbuję. Jedna kreska, jedna plama na zapiaszczonym tle… Wierzę, że kiedyś uzyskam to, co będę chciała wyrazić. W związku z tym coraz bardziej upraszczam formę. Ale nie wiem, kiedy i czy w ogóle dojdę do tego, co chciałabym w malarstwie osiągnąć.

 

Dlaczego głównie akurat tą dziedziną sztuki Pani się zajmuje? Dlaczego ta właśnie dziedzina jest tak wyjątkowa w osobistym odczuciu?

Skończyłam Wydział Grafiki na ASP w Warszawie, więc wybór malarstwa był bardzo świadomy. Zawsze lubiłam zajęcia malarskie. Na ostaniem roku studiów chyba nieźle mi poszło z malarstwem i postanowiłam właśnie nim się zająć. Po skończeniu Akademii zajmowałam się grafiką – zarobkowo, ale zawsze malowałam… W 1964 roku udało nam się zdobyć pracownię – tę, w której rozmawiamy, w której został nakręcony materiał filmowy do edycji Portretu Artysty z moim udziałem. Pokochałam tę pracownię od pierwszego wejrzenia. Wybór Wydziału Grafiki wynikał z namowy ojca. Uważał, że jeśli będę potrafiła coś zrobić w grafice, to będzie mi łatwiej się utrzymać, a malować mogę zawsze. Po grafice łatwiej było zdobyć pracę, współpracowałam z kilkoma wydawnictwami. Przede wszystkim robiłam okładki do książek, czasami ilustracje. Szczególnie lubiłam opracowywać oprawę do tomików poetyckich, gdyż mogłam odejść od konkretów i próbować swoich sił w abstrakcji.

Jak przebiega proces twórczy? Od czego zaczyna się proces tworzenia dzieła sztuki w Pani przypadku?

Płótno przeklejam klejem o odpowiedniej konsystencji (nie może być zbyt wilgotny), następnie sypię piaski. Czasami jest to jeden kolor piasku, a czasami – w zależności od kompozycji – różne odcienie. Ale zawsze jest to gama beży i brązów. Po dokładnym wyschnięciu zaczynam malować. Piasek daje opór pędzlowi i bardzo ciężko jest zmieniać cokolwiek. Posługuję się prostymi szkicami na papierze; muszę mieć określoną kompozycję, gdyż zbyt duże zmiany na podłożu piaskowym nie są dobre. Trochę mi brakuje swobodnych uderzeń pędzla, ale uroda piasków wszystko rekompensuje.

 

Jaki artysta najbardziej wpłynął na Pani życie twórcze?

Hm, raczej nie mogę wymienić nikogo takiego, chociaż… Na pewno zawsze lubiłam Teresę Pągowską. Jej twórczość też bardzo była związana z naturą. Te jej „przetworzenia” – piękne.

Na studiach zawsze ceniłam zajęcia z profesorem Owidzkim. Była to propedeutyka brył i płaszczyzn. Jego wykłady wiele nam dawały. To był bardzo mądry człowiek. I to on tak jakby ukierunkowywał nas już wtedy w stronę malarstwa czy grafiki, zależnie od indywidualnych predyspozycji. Potem zapragnęłam pójść do pracowni Fangora. Niestety po roku wyjechał on na stałe do Stanów i przez kolejne dwa lata zajmował się nami jego asystent.

Filozofia miejsca i czasu, w którym Pani tworzy?

Miejsce, w którym pracuję, jest dla mnie bardzo ważne. Przez pewien okres jeździłam na plenery, ale malowanie w innych warunkach, nie w mojej pracowni, bez odpowiedniego odejścia, światła – było dla mnie dużym dyskomfortem. Maluję w ciszy, w momentach zwątpienia – medytuję. Więc tylko moje miejsce na ziemi, czyli ukochana pracownia, daje mi to wszystko.

 

Obraz abstrakcyjny w kształacie pionowego prostokąta. obraz monochromatyczny w odcieniach beżów i brązów. Kompozycja symetryczna, przez które przebiegają dwie struny światła wygladające jak szkydlata postać aniołaCo dla Pani znaczy i jak przebiega zwykły dzień w Pani życiu?

 Jak każdy z nas mam lepsze i gorsze dni. Czasami nie idę do pracowni, bo wiem, że nic nie potrafię zrobić. Zwłaszcza ostatnie dwa lata, po osobistych przeżyciach, były szczególnie dla mnie trudne. Sądzę, że wrócę do formy, choć otaczająca nas rzeczywistość często temu nie sprzyja.

 

Co jest największą przeszkodą na Pani drodze twórczej? Jakie w ogóle przeszkody napotyka artysta?
Które są najtrudniejsze? I jak je pokonuje?

 To czynniki zewnętrzne, sprawy rodzinne, choroby – to mnie szalenie deprymowało i wtedy nic nie potrafiłam zrobić, nie potrafiłam się przemóc, żeby jednak wstać i, wbrew wszystkiemu, iść pracować. Ja zawsze musiała mieć wolny umysł. Być w pracowni w ciszy, nawet nie włączając muzyki. Czasami medytowałam i po prostu chciałam być sama z obrazem. Medytacja pomagała mi w chwilach zwątpienia, gdy nie wiedziałam, co dalej: czy zostawić, odpuścić, czy wytrwale pracować. Medytacja pomaga, bo wyczyszcza i uspokaja umysł. Przystępuje się z nową energią do pracy.

Obraz abstarkcyjny w kształcie postokonta poziomego. Kolorystyka cieno bązowa, odcienie piasku. Komozycja pasowa od dołu ciene pasy naprzemienie z jasniejszymi brązami. Nad horyzontem trójąt odwróconyostrą częścia do dołu. Po bokach liniepionowe  wyglądające niczym kurtyna.

Jaką radę dałaby Pani młodym artystom wkraczającym w świat sztuki?

Przede wszystkim nie powinniśmy jako artyści przejmować się obecnymi modami i trendami. Powinniśmy malować tak, jak czujemy. Widzę często na wystawach, że jest jakiś trend – prawie wszyscy malują tak samo, te obrazy niewiele się różnią od siebie. Kiedy wspominam wcześniejsze lata, to nie było tak, że staraliśmy się oddać jakieś aktualne wydarzenia, nawet polityczne. Na szczęście socrealizm mnie ominął. Po ‘56 roku mieliśmy wolność twórczą, i właściwie tak powinno być w sztuce. To rada dla młodych: niech robią to, co czują, co widzą. Niech przetwarzają, ale nie to, co dzieje się na zewnątrz, tylko to, co w środku – w nas. Żeby się tego nie bać.

 

Gdybym nie była artystką to …

Gdyby nie Akademia Sztuk Pięknych, to zdawałabym na Historię Sztuki, ale to i tak jest związane ze sztuką.

 

Bardzo dziękuję za rozmowę. 

do góry