Usługa języka migowego
A A A

Współczesna Warszawa na „starej” fotografii

     „Zasad kompozycji obrazu szukać należy w dziełach mistrzów plastyki. Nie u chemika ani optyka, ale u malarza musi się, przede wszystkim, i najwięcej uczyć fotograf”

   Jan Bułhak, Fotografika. Zarys fotografii artystycznej. Wilno 1931

       Współczesna Warszawa na „starej” fotografii to próba powrotu do tradycyjnej techniki fotograficznej. Jacek Turczyk, fotoreporter agencyjny, wielokrotnie nagradzany w konkursach,   postanowił wrócić do właściwej definicji fotografii, czyli greckich słów phos i graphe, które połączył w 1839 r. Sir John Herschel. Tak powstało słowo fotografia, oznaczające „rysowanie światłem”,  czyli rejestrowanie obrazów za pomocą światła na światłoczułym materiale. Pierwszym profesjonalnym fotografem Warszawy był Karol Beyer.  Jego zdjęcie z 30 maja 1861 r. pokazuje procesję Bożego Ciała na Krakowskim Przedmieściu. W tym samym roku  sfotografował obozowisko wojsk rosyjskich na placu Zamkowym, a w 1862 budowę filarów pod most Kierbedzia. Dwudziestolecie międzywojenne to okres rozkwitu fotografii reporterskiej. Henryk Poddębski, Jan Binek, Leon Jarumski, Narcyz Witczak-Witaczyński, Marian Fuks – dokumentaliści, których nie tylko interesowała architektura miasta, ale też życie jego mieszkańców w wielu jego aspektach. Małoobrazkowy, lekki i poręczny aparat, typu Leica  dał im nowe fantastyczne możliwości, to wtedy rozpoczął się okres nowoczesnego fotoreportażu. Lekkie, doskonale ostro „rysujące” obiektywy pozwalały na przemieszczanie się i podchodzenie blisko ludzi, ich codzienności, ale też blisko ważnych wydarzeń.

         Po II wojnie światowej Stanisław Dąbrowiecki, Jerzy Baranowski, Zdzisław Wdowiński, Jan Tymiński, Karol Szczeciński – operator Polskiej Kroniki Filmowej, ale również fotograf, kontynuowali dzieło swoich poprzedników. Wykonywali swoją pracę z wielką pasją, niewspółmierną do możliwości publikacji w tamtym czasie,  to dzięki nim wiemy jak wyglądało życie ówczesnych warszawiaków. Naświetlone i wywołane przez nich negatywy zachowały się w Narodowym Archiwum Cyfrowym, od początku XXI w. są systematycznie digitalizowane i opisywane, tym samym stają się naszym dziedzictwem kulturowym.

        W latach 50. ubiegłego wieku propaganda komunistyczna i cenzura dopuszczały do druku wyłącznie piękne i słuszne –  zgodne z ideą, fotograficzne ujęcia pochodów pierwszomajowych, oficjeli PZPR na trybunie przed Pałacem Kultury i Nauki,  nowo zbudowanych bloków z wielkiej płyty, lub warszawskich zabytków w jesiennych żółtobrązowych liściach na tle błękitnego, bezchmurnego nieba. Dopiero w 1980 r. „karnawał Solidarności” podał trochę „tlenu” prasie. Na krótko. Wraz z wprowadzeniem stanu wojennego 13 grudnia 1981 r. „tlenu”  zabrakło znowu, zabrakło również materiałów fotograficznych.

       Przełomowy dla Polski rok 1989 przyniósł wielkie zmiany,  obradom Okrągłego Stołu  towarzyszyły tłumy dziennikarzy i fotoreporterów. Od tego czasu zmieniła się prasa, powstały nowe tytuły, a wraz z nimi miejsca pracy dla dokumentalistów. Fotografia zaczęła być ważna, potrzebna, doceniana. Redakcje rywalizowały nie tylko w artykułach, ale też w jakości zdjęć, zwłaszcza tych na pierwszej stronie, przede wszystkim liczyła się ich wartość merytoryczna. Zdjęcie miało „krzyczeć z okładki”, skutecznie przyciągnąć czytelnika. Fotoreporterzy ścigali się w zdobyciu jak najlepszej „klatki”.  A, że działo się to w latach 90. XX wieku ich narzędziem pracy były aparaty tradycyjne. Fotoreporter agencyjny, prasowy musiał umieć połączyć możliwości sprzętu i materiału w nim umieszczonego, wybrać odpowiedni do sytuacji obiektyw, ocenić zastane światło, znaleźć najciekawszy kadr, wreszcie naświetlić negatyw, wywołać go, zrobić poprawną odbitkę pod powiększalnikiem.

      Od dwóch lat Jacek Turczyk fotografuje Warszawę średnioformatowym aparatem tradycyjnym, nawiązując monochromatyczną formą do zdjęć swoich poprzedników. Mimo, że jako wieloletni fotoreporter Polskiej Agencji Prasowej, od początku XXI wieku posługiwał się aparatem cyfrowym, doceniając wszystkie jego możliwości, a przede wszystkim szybkość, zatęsknił za „magią rysowania światłem na światłoczułym materiale”. Uwieczniał stolicę przy różnych okazjach, wydarzeniach, lub po prostu, śledził aparatem codzienność miasta i jego mieszkańców. Wiosną, latem jesienią i zimą  fotografował to samo, co jego „koledzy po fachu” w ubiegłym wieku. Jednak ludzie, ich sposób bycia, ulice, osiedla wyglądają inaczej, nawet Pałac Kultury i Nauki wydaje się inny, pozbawiony komunistycznego blichtru, bardziej ludzki.

      Przedwojenne i powojenne fotografie uchodziły za nowoczesne, jednak oglądając je dziś odczuwamy, że są to lata dawno minione.  Zdjęcia Jacka Turczyka, mimo starej techniki,  charakteryzuje nowoczesna stylistyka lat 20. naszego wieku. Są fotoreporterskie, prawdziwe. Zarówno te dawne, jak i współczesne łączy ta sama wartość, są nieocenionym dokumentem czasu i prawdy, negatywem bez retuszu, bez AI. Na tym polega siła ich wiarygodności.

kurator wystawy Anna M.Brzezińska

Fotografia monochromatyczna jest widokiem na Warszawę. Główną rolę grają światła wyłaniające się z nocnego miasta.

 
Monochromatyczna fotografia wnętrz Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie tworzy abstrakcyjne formy. Załamania i cienie, wnęki i formy wypukłe tworzą siatkę nieregularnych rzeźbiarskich układów.
 
 
Fotografia monochromatyczna, perspektywa ściąga kompozycję do jednego punktu w prawym górnym rogu. Na dole widać pływającą w basenie kobietę, po lewej stronie fragment Pałacu Kultury.
 
do góry