Usługa języka migowego
A A A

Ciało pamięta drogę do natury

Kuratorka wystawy Anna Hlebowicz

„Bóbr” | gnejs | 11x40x12 | 2025

Człowiek od dawna próbuje określić swoje miejsce wobec natury. Obserwuje ją, porządkuje, nadaje nazwy, czasem próbuje się od niej oddzielić. A jednak ciało zdaje się pamiętać o więzi starszej niż wszystkie te podziały. W jego ruchach, odruchach i gestach pozostaje coś pierwotnego. Coś, co zbliża nas do świata zwierząt, roślin i ziemi.

Ciało pamięta drogę do natury to spotkanie twórczości Jolanty Wołocznik i Ireneusza Kojły. Dwojga artystów, którzy pracują w odmiennych mediach i inaczej kierują swoje spojrzenie, ale w centrum zainteresowania obojga pozostaje to, co żywe.

Jolantę Wołocznik od lat fascynuje człowiek. Nie interesuje jej jednak dokładne odtworzenie ludzkiej anatomii. Figura zostaje uproszczona, przetworzona, sprowadzona do gestu i układu ciała. Jej postacie kulą się, zwijają, prężą, przywierają do ziemi. Niekiedy ich pozy zaczynają przypominać ruchy i formy znane ze świata zwierząt. Podpowiadają to również tytuły: ślimak, wąż, chrabąszcz. Jest w tym coś podobnego do jogi, w której ludzkie ciało przyjmuje pozycje nazwane imionami zwierząt, jakby poprzez ruch próbowało przypomnieć sobie o dawnej, nigdy do końca nieutraconej bliskości z naturą.

 

„Skłon” | granit | 29x20x31 | 2015

Wołocznik mówi o swoich pracach, że są osobiste i że bardziej niż idee interesują ją nastroje i emocje. Ta osobność jest w rzeźbach wyczuwalna. Nie ma w nich teatralnego gestu ani potrzeby dopowiadania wszystkiego do końca. Czasem wystarcza skulenie postaci, wygięcie pleców czy sposób, w jaki figura układa się wobec podłoża. Uproszczenie nie odbiera postaci emocji, przeciwnie, wydobywa to, co zapisane w samym geście: napięcie, skupienie, niepewność, czasem potrzebę schronienia czy wycofania.

Ireneusz Kojło patrzy na naturę inaczej. Zatrzymuje się przy jej fragmentach, wybiera pojedynczy motyw, przybliża go lub zmienia jego skalę. Trawy, łąki, zwierzęta czy owady przestają być jedynie częścią większego pejzażu. Oglądane z bliska zaczynają istnieć na własnych prawach. Mucha powiększona do rozmiaru wielkiego obrazu nie jest już drobnym owadem, który zwykle umyka naszej uwadze. Staje się formą niemal monumentalną, zmuszającą do przyjrzenia się temu, co na co dzień najczęściej pomijamy.

„Mucha” | akryl na płótnie | 140 x 170 cm | 2001/18

„Skarabeusz” | marmur dębnik | 20x10x10 | 2017

Ważnym wątkiem w praktyce artysty jest powracanie do wcześniejszych realizacji. Andrzej Banachowicz fotografuje wybrane fragmenty swoich dawnych tkanin i instalacji, przetwarza je cyfrowo,
a następnie przenosi na aluminium w formie wydruków. Ten gest nie jest prostym powtórzeniem. Dawne prace zostają uruchomione na nowo. Zmienia się ich skala, światło, materialność i sposób oddziaływania.

W tym sensie artysta traktuje własny dorobek jak żywe archiwum. Wraca do niego, by zobaczyć, co jeszcze może z niego wyniknąć. Interesuje go moment przejścia: między tkaniną a obrazem, między obiektem a fotografią, między materialnym fragmentem
a nową formą wizualną. To, co kiedyś było częścią splotu, staje się obrazem. To, co miało ciężar materii, zyskuje świetlistość i dystans.

„Czarne koty” | akryl na płótnie | 130 x 160 cm | 2017/25

Precyzja malarstwa Kojły może początkowo przywoływać skojarzenia z realizmem, ale wierne przedstawienie rzeczywistości nie wydaje się jego ostatecznym celem. Sam artysta nazywa swoje malarstwo „realistycznym tylko z pozoru”. Maria Teresa Krawczyk pisała
o jego umiejętności wyłuskiwania z codzienności prostych elementów i nadawania im szczególnego znaczenia. Natura jest dla niego niewyczerpanym źródłem motywów, ale również przestrzenią nieustannej zmiany: ruchu, światła, napięcia, pojawiania się
i zanikania.

Na obrazach Kojły możemy więc znaleźć monumentalność tam, gdzie spodziewalibyśmy się drobiazgu, a u Wołocznik rozpoznać zwierzęcy gest w ludzkiej figurze. Skala, materiał
i sposób przedstawienia są inne, lecz oboje kierują uwagę ku temu samemu pytaniu: jak wiele z natury wciąż pozostaje w człowieku i jak wiele z siebie potrafimy odnaleźć, kiedy naprawdę zaczynamy się jej przyglądać?

Tęsknota za naturą nie musi przecież oznaczać jedynie pragnienia powrotu do lasu, na łąkę czy nad rzekę. Może jest potrzebą przypomnienia sobie czegoś bardziej podstawowego: że sami pozostajemy częścią świata, który obserwujemy.

Ciało pamięta drogę do natury. Być może to my czasem o niej zapominamy.

 

Anna Hlebowicz 

„Chabry 2” | akryl na płótnie | 50 x 70 cm | 2024

 

 

 

Ireneusz Kojło urodził się w 1966 roku w Hajnówce. Studiował na Wydziale Grafiki Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie. W 1990 roku uzyskał dyplom z plakatu, z aneksem z malarstwa w pracowni prof. Teresy Pągowskiej. W tym samym roku został laureatem II nagrody w konkursie Musée 2000 Grand Concours Internationale de Peinture
w Luksemburgu.

Swoje prace prezentował na wystawach indywidualnych i zbiorowych w Polsce
i za granicą, m.in. w Galerii Promocyjnej, Galerii Dziekanka, Galerii Arsenał BWA
w Białymstoku, Muzeum Narodowym w Warszawie, Galerii Test, Galerii Milano oraz Galerii KRKA w Lublanie. W jego twórczości ważne miejsce zajmuje malarstwo inspirowane naturą, pejzażem oraz światem zwierząt i roślin. Precyzyjny sposób obrazowania, zbliżenia i zmiana skali pozwalają mu wydobywać z codziennych motywów ich nieoczywisty, często poetycki wymiar.

Jolanta Wołocznik to warszawska artystka. W latach 1974-79 studiowała na Wydziale Rzeźby Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie w pracowniach profesorów Stanisława Słoniny oraz Jerzego Jarnuszkiewicza i jego ówczesnego asystenta, Grzegorza Kowalskiego, uczestniczyła też w zajęciach prof. Oskara Hansena. Dyplom z wyróżnieniem dziekańskim zrobiła pod kierunkiem prof. Zofii Demkowskiej w Pracowni Małych Form Rzeźbiarskich i Medalierstwa. Po studiach zajęła się tworzeniem form rzeźbiarskich pełnych i ekspresyjnych, ale nadal małych, w kamieniu i ceramice. Zajmowała się także malarstwem. Jej obrazy przedstawiały ludzi, którzy czekają lub się śpieszą, biorą udział
w jakiejś sytuacji, by się później rozproszyć; (…) tłum ten kumuluje w sobie pewne napięcia, pragnienia na minus albo na plus. Wydaje się, jakby sama obecność ludzi obok siebie sprawiała, że wewnętrzne ciśnienie wzrasta. Jolanta Wołocznik maluje właśnie owo skumulowanie znaczeń, gdy ludzie są między sobą
 (cytat z tekstu Joanny Paszkiewicz, „Zwierciadło”, 1985r). W końcu lat 80. skupiła się na rzeźbie, początkowo w papier-mache, a podczas pobytów twórczych w Orońsku również w ceramice, potem zaś
w kamieniu. Wypowiadała się także poprzez film animowany, rozumiany głównie jako ruchome obrazy bez wyraźnej fabuły czy scenariusza. W 2001 r. otrzymała III Nagrodę „Cepelii” w konkursie „Pamiątka z Polski”. Od 2005 r. prywatnie kontynuuje coroczne pobyty twórcze w orońskim Centrum Rzeźby Polskiej.

 

Patroni medialni:

Polskie Radio RDC

Pismo Artystyczne „Format”
do góry