A A A

PAWEŁ LEWANDOWSKI-PALLE

Urodzony 5 kwietnia 1954 roku. Pochodzi z Ciechocinka. Mieszka w Łazieńcu. W latach 1974-79 studiował w Państwowej Wyższej Szkole Sztuk Plastycznych – obecnie Akademia Sztuk Pięknych – we Wrocławiu, początkowo na Wydziale Ceramiki i Szkła, a od 1975 r. na Wydziale Malarstwa, Grafiki i Rzeźby. Dyplom z wyróżnieniem z zakresu malarstwa sztalugowego i projektowania malarstwa w architekturze i urbanistyce uzyskał w 1979 roku w pracowniach profesorów: Zbigniewa Karpińskiego i Mieczysława Zdanowicza. Od 1978 r. jest pracownikiem naukowo-dydaktycznym macierzystej uczelni, początkowo Katedry Malarstwa a od 2003 r. Katedry Malarstwa Architektonicznego i Multimediów. Od 2002 r. posiada tytuł naukowy profesora sztuk plastycznych. Od 2004 r. jest profesorem zwyczajnym. Prowadzi Pracownie: Technologii Malarstwa Sztalugowego oraz Organicznych Technik Malarskich i Mozaiki (dyplomującą).
Uprawia twórczość w zakresie malarstwa: obrazu malarskiego i instalacji malarskiej rozwijającą się w długich, wieloletnich, modyfikowanych i wzbogacanych cyklach obrazów, spośród których najważniejszymi są: „Obrazy syntetyczne”, „Hommage”, „Długa i kręta droga”, „Mój Ciechocinek”, „Cała jaskrawość – druga jaskrawość”, „Nocny ogród”, „Schody do nieba”, „Prowokacja B.”, „13 grudnia 1981”, „Powrót do mojej ojczyzny”, „Coraz głębsza noc”, „Konstrukcje pamięci”, „Wydarzenia”, „Obrazy strukturalne”, „Góry”, „Błękit”, „Przestrzeń” oraz „Światło”.

Jest autorem ponad 840 obrazów namalowanych na płótnach, zwykle technikami: olejną i olejno-pochodnymi: olejno-żywiczną, wodoroztwarzalną olejną oraz akrylową i polimerową, które prezentował na 64 wystawach indywidualnych i około 400 zbiorowych w Polsce i za granicą (Belgia, Białoruś, Bułgaria, Czechy, Dania, Francja, Holandia, Litwa, Mołdawia, Niemcy, Rosja, Rumunia, Szkocja, Szwecja, Włochy).

Uzyskał około 40 nagród i wyróżnień w zakresie malarstwa.

Jest laureatem Nagrody Ministra Kultury w dziedzinie edukacji artystycznej „TALENTY” (1997), czterech Nagród Wojewody Włocławskiego (1986, 93, 95 i 97) i ośmiu Nagród Rektora ASP we Wrocławiu (1981, 1983, 1989, 2001, 2006, 2010, 2014 i 2016).

Jest kuratorem wystaw, autorem tekstów o sztuce, stałym współpracownikiem Pisma Artystycznego FORMAT.

Od 1979 roku nieprzerwanie jest członkiem Związku Polskich Artystów Plastyków w Okręgu Bydgoskim.

 

 

Ewa Danuta Marek

WIELOPRZESTRZENNA STRUKTURA: MALARSTWO

Są malarze, których twórczość wystawienniczo zdecydowanie najsensowniej „sprawdza się” poprzez syntetyczne wybory, a oprócz nich ci, których sztuka brzmi najpełniej na retrospektywnych wystawach będących szerokimi i bardzo szerokimi prezentacjami dorobku w postaci obrazów malarskich. Paweł Lewandowski-Palle należy do tego drugiego obszaru, o czym najpełniej przekonały jego około 200. obrazowe wystawy, prezentujące prawie czwartą część jego twórczości malarskiej w Bydgoszczy („WIELOOBRAZOWOŚĆ” Galeria Miejska bwa, 2012) i Legnicy („40/60. Namalowane. PAWEŁ LEWANDOWSKI-PALLE” Muzeum Miedzi, 2014-2015). Trudno jednak, choć dawałoby to pełnię „obrazu”, zgromadzić całość tego, póki co 850. obrazowego dorobku na jednej wystawie. Tym bardziej, kameralna przestrzeń warszawskiego TESTu stanowi wyzwanie, zarówno dla malarza jak i kuratora, ale nie dla obrazów, bo one się obronią. Lewandowski-Palle lubi wystawy „gęste”; początkowo wyselekcjonowałam zestaw 44 obrazów, ale przyjęłam sugestię gospodarza galerii ograniczenia gęstości eliminując głównie obrazy wielkoformatowe.

Pierwszymi mistrzami dziesięcioletniego adepta sztuki byli Gauguin z syntetyzmem, Malewicz z suprematyzmem i Wacław Taranczewski ze swoją wersją koloryzmu. Bazą była solidna szkoła koloru i redukcji. Kształcenie artystyczne rozpoczynał w czasie, gdy Joseph Kosuth ogłosił koniec malarstwa. W czasie medialnej wrzawy dotyczącej kryzysu gatunków i dyscyplin tradycyjnych. Kolejni wieszcze tej sensacji nie robili na nim większego wrażenia. Im gorzej mówiono o malarstwie, tym bardziej chciał zostać malarzem. Informacje o śmierci malarstwa od zawsze były mocno przesadzone i przejaskrawiane. Brzmiały nieświeżo i nieprawdziwie. Nie wierzę w koniec malarstwa. Należę do tych, którzy nigdy nie zwątpili w jego sens.[1]

Studia rozpoczął w Pracowni Malarstwa i Rysunku Wandy Gołkowskiej. Zetknął się z charyzmatyczną osobowością wrocławskich struktur wizualnych, Leszka Kaćmy, u Andrzeja Lachowicza przeszedł dawkę fotografii, filmu, akcji i aranżacji w przestrzeni, performancu. Od drugiego roku, studiował w Pracowniach: Malarstwa i Rysunku Zbigniewa Karpińskiego oraz Technik Malarskich Stanisława Zimy. Od trzeciego roku w Pracowni Projektowania Malarstwa w Architekturze i Urbanistyce Mieczysława Zdanowicza jego propozycje wiązały się faktycznie z malarstwem ściennym. Najważniejszą część dyplomu z zakresu malarstwa sztalugowego zrealizował pod kierunkiem Karpińskiego. Z pedagogów, z którymi się spotykałem podczas zajęć, jeśli nie największy to bardzo istotny wpływ na moje myślenie mieli Kaćma i Zdanowicz. Karpiński był z innej bajki; przez swoją kulturę, przede wszystkim pozwalał spokojnie porządkować myślenie. Właściwie od pierwszych korekt miałem możliwość czerpania całymi garściami ze strukturalizmu. Mogę powiedzieć, że właściwie od początku śledziłem losy zdumiewającego fenomenu polskiej sztuki w postaci wrocławskiego strukturalizmu. Jego artyści nie byli moimi mistrzami czy idolami, ale intrygowali na tyle, że obserwowałem ich uważnie. Do formuły otwartej pracowni Mazurkiewicza chyba nie pasowałem, ponieważ chciałem przede wszystkim malować, wypowiadać się poprzez malarstwo.[2]

 

Czy dzisiaj, w 2. dekadzie 21. stulecia, w geometryzacji formy można sięgnąć indywidualizmu? Można. Malarstwo Pawła Lewandowskiego-Palle przeszło znaczącą ewolucję, od deformacji przedmiotu w poszukiwaniu własnej formy, po abstrakcję. Wpisało się w obszar strukturalizmu wrocławskiego, tocząc z nim ważny dla jego osiągnięć dyskurs. Artysta zawsze pracował wielotorowo, przenosząc doświadczenia nie tylko z cyklu na cykl, ale i z obrazu na obraz. Po doświadczeniach kolejnych cykli wydawał się ich istotne elementy formalne wnosić w koncepcje wcześniejsze, wzbogacając je formalnie. Tak należy rozumieć jego zasadę: poszukuję, sprawdzam, powracam. Cykle to też zwielokrotnianie siły zapisu refleksji, wzmacnianie głosu ale także potwierdzenie nieprzypadkowości. Stanowią swoiste obracanie kryształem, za każdym razem pokazują inaczej traktowany centralny problem obrazu, co przypomina muzyczne traktowanie wariacji na temat.[3] Pasja penetrowania dziejącego się wnętrza obrazu, jego wielopoziomowej struktury wydaje się niewyczerpana. Poszukiwanie drogi własnej jest fascynującą przygodą. Lewandowski-Palle znalazł tę drogę. Zgeometryzowanie formy jest indywidualne.

Podczas studiów, bezpośrednio po drugim czerwono-zielonym obrazie syntetycznym (Obraz 79) artysta maluje, może pierwszy z najważniejszych, „Obraz 80. Talizman. Czerwień-zieleń”. Zapewne, poddany rygorowi twardej geometrii, pejzaż Nieregularne plamy zieleni i czerwieni obrazów syntetycznych zostają uporządkowane w zróżnicowane czerwienie i zielenie trójkątów. Od tego obrazu Lewandowski-Palle staje po stronie ogarniania chaosu, poszukując ładu. Część komentatorów, m.in. Jacek Dyrzyński, widzi w „Talizmanie” jeden z kluczowych obrazów malarza. Jak ważna to kompozycja świadczyć może zapis: wracam do niej (zawsze w tym samym formacie 73×92) co jakiś czas, rozrosła się w cykl, sprawdzam siebie. Talizman pojawia się w ważnych, osobistych momentach, zobowiązuje. Jest jak strażnik wartości.[4] Kompozycje z cyklu „Talizman” wymagają większej uwagi. Wiadomym jest jak Lewandowski-Palle ceni syntetyzm. Do wzorcowych przykładów syntetyzmu należy obraz Gauguina z 1888 roku „Wizja po kazaniu – Walka Jakuba z aniołem”. Ów obraz posiada format 73×92 cm, a więc taki sam jak „Talizman” Lewandowskiego-Palle. Podobnie do tamtego dzieli się na dwie części. Oba noszą znamiona zdumiewającej prostoty. I są metafizyczne.

Istotnym elementem otwarcia malarstwa Lewandowskiego-Palle na przestrzeń metafizyczną są cykle „kujawskie” wraz z „Długą i krętą drogą”. Zawarł w nich artysta głębokie przeżycie rodzimego pejzażu, na który nałożona została refleksja emocji fascynacji muzycznych (The Beatles, The Rolling Stones, Led Zeppelin, Deep Purple, Pink Floyd) czy literackich (Stachura). Emocjonalne zrośnięcie szerokich horyzontów myśli z umiłowanym regionem dawało najlepsze rezultaty twórcze w historii malarstwa światowego.[5]

13 grudnia 1981 roku powstaje kompozycja „13 grudnia 1981”, która przeradza się w cykl obrazów malowanych co roku. Emocje stanu wojennego pozostaną zapewne niewygasłe. W warstwie formalnej to cykl obrazów abstrakcyjnych. Podobnie jest z cyklem „Hommage” powstającym od czasu studiów. To dzisiaj monumentalna seria obrazów dedykowanych pamięci ważnych dla malarza postaci. To hołd złożony artystom malarzom, muzykom, literatom, nauczycielom, rodzinie, przyjaciołom; pojawiają się nazwiska prześwietne i świetne jak: Albers, Matisse, Brague, Klein, Le Witt, Max Bill, Potworowski, Taranczewski, Brzozowski, Rosołowicz, Stażewski, Winiarski, Nowosielski, Opałka, Dróżdż, Fangor, Czapla, Karpiński, Kaćma, Zdanowicz, Zima, Byrger, Szmidt, Żernicki, Stachura, Lennon, Zappa, Harrison, Syd Barret, Rick Wright, Jon Lord, Miles Davis, mniej znanym, jak Sylwester Lewandowski, Wiktoria i Zygmunt Lotarscy, Olek Lewandowski, Olek Niedzieski, Andrzej Budziak, Edward Maranda, Edward Mirowski czy wreszcie największym tego świata, jak Jan Paweł II. To seria bardzo osobistych kompozycji o pamięci tych osób, cykl obrazów bardzo uproszczonych w formie i kolorze, może nieco minimalistycznych, najbardziej skupionych, jeśli tak można powiedzieć, dróg do nieba… Metafizyczne obrazy z bardzo szerokiego cyklu „Hommage” należą do istotnych postaw polskiej abstrakcji przełomu XX i XXI w. W rozważaniach o abstrakcji i duchowości aktualnych artystów[6], Andrzej Kostołowski znaczące wartości tego obszaru w sztuce polskiej znajduje m.in. w metafizycznych obrazach Pawła Lewandowskiego-Palle, a z Kostołowskim trudno się nie zgodzić.

Ważnym pomostem między tematami „kujawskimi” a „strukturami”, którym malarz doszedł do niebieskiej wertykalnie dzielonej przestrzeni jest cykl „Coraz głębsza noc”. Później błękitnymi przestrzeniami zawładną trójkąty z tajemniczymi światłami, pojawiające się w obrazach 391, 392 czy 393. Stamtąd było już bardzo blisko strukturze „Obrazu 550”. To w połowie lat 90. kształtuje się jeden z ważniejszych cykli malarskich, „Obrazy strukturalne”. Ważnymi, na drodze dojścia do nich, są przede wszystkim płótna z serii „Terytoria” budujące kompozycje z różnorodnych struktur, z różnych form powtarzalnych. Strukturalizm Wrocławski jest faktem, należy do najważniejszych tendencji w sztuce polskiej a i europejskiej. Ze względu na objętość znaczeniową może jego, satysfakcjonująco dla wszystkich i bardzo precyzyjnie, zdefiniować się nie da. Podstawowa trudność definiowania Wrocławskiego Strukturalizmu wydaje się polegać na tym, że jest zarówno fragmentem abstrakcji geometrycznej, ale i formułą realizmu. System stał się jednym z najważniejszych elementów budowy dzieła, ale podstawą jego budowy jest moduł – multiplikowany element kształtowany w wariantowe, rozbudowane struktury.[7] Strukturalizm Wrocławski jest poszukiwaniem ładu na drodze porządkowania dzieła dążącego do jednorodności i monumentalności czyniąc z artysty badacza języka, a po drodze doprowadzając do rozszerzenia pojęcia znaku i znaczenia. Strukturalizm Wrocławski jest tendencją żywą, świadczy o tym także malarstwo Lewandowskiego-Palle. Podczas studiów czerpał on z szerokiej gamy osiągnięć strukturalizmu, wszak wielu strukturalistów było pedagogami wrocławskiej uczelni, a z tymi, którzy nie brali udziału w procesie kształcenia spotykał się poprzez dzieła na wrocławskich, i nie tylko, wystawach. Syntetyzowanie, upraszczanie, odrzucanie – te czynniki odegrały decydującą rolę w dojściu do koncepcji obrazów strukturalnych. W dojściu, bo do obrazu się dochodzi. Droga dojścia to konsekwencja postępowania z obrazem. Oczyszczając obraz, dotykając metafizyki, buduje go z elementów pierwszych: płaszczyzn, linii, figur geometrycznych: trójkątów i prostokątów. Nasycone symboliką idealne figury geometryczne trójkąt i kwadrat mówią o dążeniu do ideału, o wznoszeniu się, wzrastaniu, otwieraniu tajemnicy na sacrum.[8]  Sprzężone z kolorem, który również jest nośnikiem metaforycznych przesłań i treści[9] oraz światłem, jakie wkracza w perfekcyjnie zbudowaną konstrukcję wnosząc życie w wymiarze duchowym[10], decyduje o sile i oryginalności propozycji. Cztery elementy jak cztery żywioły: formy abstrakcyjne i formy wzięte ze świata realnego, elementy geometryzujące, prawie architektoniczne oraz elementy malarskiej, nieokiełznanej ekspresji: to części składowe jego obrazów, ukazujące się w nich w najróżniejszych proporcjach i konfiguracjach. Ale jak wiadomo często formy widzialne w malarstwie są zmaterializowaniem pewnej filozofii artystycznej i postawy wewnętrznej, więc wachlarz wymienionych elementów formalno-kompozycyjnych jest uzewnętrznieniem jego pełnej i bogatej postawy artystycznej.[11] Może najważniejsze, z przełomowych dla Lewandowskiego-Palle, kompozycje zostały unicestwione przez powódź tysiąclecia, latem 1997 roku. W 1998 roku na wystawie (związanej z habilitacją) w Auli wrocławskiej ASP artysta pokazuje po raz pierwszy serię „Obrazy strukturalne”. Płaskie i modulowane przestrzenie zderzone zostają z różnej gęstości systemem kwadratowych struktur, kwadratów, wewnątrz których znajduje się kolejny kwadrat. W skonstruowanym jako tryptyk „Obrazie 545”, w przestrzeni horyzontalnie modulowanych błękitów, kojarzących się może z miękkością poziomów opadającej wody (pierwszym obrazie namalowanym po wrocławskiej powodzi), części boczne stanowią systemy trójkątów przecinanych tajemniczymi światłami, będących echem ostatnich obrazów z cyklu „Długa i kręta droga”, natomiast część centralną wypełnia wyłaniająca się i wędrująca w górę struktura kwadratów. W kolejnych obrazach w płaski kwadrat zostaje wpisany mniejszy kwadrat, walorowo jaśniejszy lub ciemniejszy, decydując o wprowadzeniu do obrazu kolejnego wymiaru: szczególnego ruchu. Ów „strukturalny kwadrat” pojawia się w jego twórczości stosunkowo wcześnie, najwcześniej, jako różnej wielkości pojedynczy element w pierwszych obrazach z cyklu „Długa i kręta droga”, później w kompozycjach „Mój Ciechocinek” jest już zwielokrotniony, by w „klasycznych” obrazach osiągnąć wartość 5 centymetrów. Kunsztowna struktura, perfekcyjnie rozmieszczone rytmy okienek rastra i trafna gama kolorystyczna, powodują powstanie zaskakujących wibracji. Toczy się unikalna akcja malarska mieniąc się rozedrganymi strukturami kwadracików, przywołująca wspomnienie kreacji artystycznych z kręgu op-artu, a mnie osobiście kojarząca się nieodparcie z niektórymi koncepcjami, jednego z liderów strukturalizmu, Jerzego Rosołowicza.[12]

W 1999 roku artysta maluje pierwsze obrazy c cyklu „GÓRY”. Na prostokąt kompozycji, w którego krawędzie zostają wpisane równoboczne trójkąty, nałożone zostaje pole jednorodne „wibrujących” kwadratów. Wysmakowana kolorystycznie monochromatyczna (na początku) skala barwna wraz z rygorem konstrukcji decyduje o ich dynamizmie, a połączenie z konkretnym tytułem o wielości interpretacji. ZIELONA GÓRA nie jest jedynie Zieloną Górą, SREBRNA – Srebrną, BIAŁA – Białą, MIEDZIANA – Miedzianą, CZARNA – Czarną a CZERWONA – Czerwoną. Górskiej wycieczce towarzyszy, jakby zakodowany w umyśle autora, specyficzny filtr kujawskiej codzienności, a może zgoła inaczej, może tkwiąc w betonowej klatce i spoglądając w okno, autor rozpamiętuje urok południowo-polskich wysoczyzn.[13] Równie dobrze dostrzec można w tych konstrukcjach zigguraty, piramidy czy inne konstrukcje, których forma wynika z treści tego malarstwa, z marzenia o sięganiu wysoko. Tajemnica obrazu staje się elementem wieloobrazowości, niewielkim elementem prawdy. To w „GÓRACH” struktura jest najbardziej kunsztowna.

W 2002 roku powstają pierwsze obrazy z cyklu „Błękit”. Początkowo to kompozycje związane z nazwami, które kojarzyć można zarówno z błękitem nieba konkretnych miejsc, ale i niebieskimi farbami czego przykładami mogą być: Błękit Paryski, Błękit Górski, Błękit Berliński, Błękit Antwerpski, Błękit Flandryjski, Błękit Turecki, a później już tylko z miejscem, jak Błękit wrocławski, Błękit elbląski, Błękit włocławski, Błękit łazieniecki, Błękit bydgoski czy Błękit warszawski.

Od 2012 roku artysta maluje monochromatyczną serię „Przestrzeń” a od 2017 roku pierwsze kameralne obrazy cyklu „Światło”.

            Znana jest fascynacja Lewandowskiego-Palle Sztuką Konkretną, sztuką która porządkuje świat pięknie, może najpiękniej.[14] Czy aby nie w tę stronę, w najbardziej intelektualny obszar abstrakcji, zmierza jego malarstwo, o ile już tam nie jest poprzez choćby najbardziej konkretystyczny cykl „Góry”. Wszak czynnikiem porządkującym Malarstwo Konkretne jest struktura. Przyjmując logikę odrzucania i sprawdzania elementów pola obrazu nie dziwiłoby właściwie zatrzymanie się na linii, płaszczyźnie i sile czystego koloru, na elementach czysto obrazowych.

Na jeszcze jedną cechę malarstwa Lewandowskiego-Palle pozwalam sobie zwrócić uwagę, otóż najstarsze na tej wystawie obrazy malarza liczą blisko 40 lat, brzmiąc bardzo świeżo. Na jakość warsztatu artysty zwraca się uwagę, określając go jako prawdziwie mistrzowski (czynią to tak uznani znawcy przedmiotu, jak m.in. malarze: Marian Czapla, Jacek Dyrzyński, Ryszard Hunger, Wojciech Kaniowski, Andrzej Klimczak-Dobrzaniecki, Rafał Strent czy Bogdan Wojtasiak), ale to nie sprawa warsztatu, to funkcja integralności wizji i realizacji.

Patrząc na malarstwo artysty, nietrudno oprzeć się wrażeniu, że malarskie studia były w jego przypadku niesłychanie ważnym elementem kształcenia. Już wówczas rozpoczęta zostaje część istotnych dla jego postrzegania cyklów malarskich. To wtedy zostaje ustalona architektura obrazu, która rozbudowana zostaje w późniejszej twórczości; zostają wykreślone ramy i obszary poruszania się. Dla Lewandowskiego-Palle każdy jego obraz zdaje się być argumentem zabsolutyzowanej budowy i pietystycznego porządku. [15]

Nie ma prostych klasyfikacji. Nie da się ograniczyć obrazu jedynie do widzialnego, nie zamknie się jego potencjału interpretacyjnego. Malarstwo nie jest jedną prawdą. Jest prawdziwie wieloprzestrzenną strukturą. Malarstwo Lewandowskiego-Palle jest relacją pierwiastków intelektualnych, czysto malarskich i elementów niosących ze sobą treści narracyjno-literackie, dość głęboko zakodowane. Pierwsze zmieniają się dość swobodnie, trzeci istnieje zawsze w ukrytej pod powierzchnią pikturalizmu warstwie.[16] Jest niewątpliwie kategorią intelektualną. Ociera się o metafizykę. Podąża ku Absolutowi. Od początku zawieszone jest na krawędzi, między ulotną chwilą a ostatecznym sensem. Modyfikując nieco, dotyczącą koloru, formułę Birkhoffa, można je określić mianem iloczynu porządku i złożoności. O wartości dzieł Lewandowskiego-Palle decydują przede wszystkim wartości plastyczne, wartości malarskie. Cechy pozamalarskie są istotne ale nie decydujące, często bywają całkowicie niepotrzebne. Poetyka tytułów dzieł bywa zwodnicza. Jeśli już decydujemy się z czymś „spiąć” materię obrazu tego malarza, to najwłaściwsza byłaby tutaj filozofia.

Maluję i już mówi Lewandowski-Palle, bo malarstwo to malarstwo. Wierzy w obraz malarski, w dzieło emanujące prawdą. W jego działalności trudno nie dostrzec olbrzymiej żarliwości obrony malarstwa, może nawet nie tyle obrony, co lokowania jego rangi na właściwym miejscu w królestwie sztuki. Czyni to z jednej stronie z właściwą sobie pokorą, a jednocześnie donośnie. Ma argumenty, choćby ten w postaci własnego dorobku, sięgającego blisko 850. namalowanych płócien. Zdumiewające to czasy, kiedy to malarze zmuszeni są do obrony malarstwa. W dyskursie o spychaniu malarstwa na margines Lewandowski-Palle jest bezkompromisowy. Ceniąc pojedyncze propozycje, sceptycznie podchodzi do „malarstwa rozszerzonego” czy obrazów monitorowych – sugestii obrazów powodowanych przekaźnikami elektronicznymi, nawet jeśli część teoretyków lokuje je w tradycji malarskiej. W dyskursie: malarstwo – malarskość jest po stronie malarstwa. Redefinicje nie są mu potrzebne.

Różnice stylistyczne – trudno by ich nie było, wszak to ponad czterdzieści lat twórczości – wzmacniają siłę sztuki. Podobnie jest z poetykami. Wielość zasad rządzących dzisiaj ruchem sztuki z pewnością tej ocenie nie pomoże. Ale to piękne i mądre malarstwo, malowane ręcznie pędzlami, farbami na płaskich podobraziach. To malarstwu wystarcza. Lewandowski-Palle jest znakomitym kolorystą; kolor brzmi w jego płótnach pięknie (tu z pewnością ważnym elementem jest niesłychana pasja warsztatowa). Kolor rozważać można w wielu aspektach, zapewne żaden z nich nie wyjaśni i tego fenomenu. Wśród znawców przedmiotu uwagę zwraca opinia Czapli, który odmienność jego brzmienia w malarstwie Lewandowskiego-Palle dostrzegał w specyfice wilgotności koloru, Żernicki tę odrębność widział w melancholijnym określeniu malarskiej gamy wynikającej z wydobycia metafizycznych związków tkwiących nie tylko w samej materii malarskiej, ale i także między nią a przedstawianymi – poruszanymi, stanowiącymi pretekst obrazu problemami.[17] Wartości malarstwa obiektywnie i w pełni wyjaśnić się nie da, o wartości artysty malarza wciąż świadczą jego obrazy malarskie! O Lewandowskim-Palle świadczą dobrze. Jest tutaj trochę melancholii, tęsknot za czymś naprawdę prawdziwym i szlachetnym, czasami za czymś co przemija bezpowrotnie, a czego ślad pozostaje tylko w obrazach[18] pisał przed laty Szmidt, dodając: Pewny jednak jestem, że jego czas jest malowaniem i że takim pozostanie. Podzielam tę pewność, jak i refleksję dotyczącą pozostającego jedynie w obrazach śladu przemijania. Malarska twórczość Lewandowskiego-Palle pochodzi z pamięci i dotyczy pamięci. Jedna z jego ostatnich wystaw (GSzW Włocławek 2015) nazywała się „Kolor Pamięci”. Lewandowski-Palle pamięta. Wzruszając się wzrusza. W sztuce poszukuję wzruszenia, tego by malarstwo dawało szansę penetracji, szansę głębokiego przeżycia czegoś ważnego.[19] Refleksyjność i melancholijność tej postawy określa w jakimś sensie dewiza: Poszukuję, sprawdzam, powracam. Powraca, bo może nic z przeszłości nie jest już takie same, nawet wspomnienia, by przywołać w tym miejscu jeden z jego wczesnych obrazów z cyklu „Kompozycja opuszczonego życia”: „Wspomnienie ulatujące jak ulatujący czas”. Stopień ujawniania i kkrywania tajemnic jest zbliżony. Przeżywając to patetyczno-wzniosłe malarstwo mamy szansę dostrzeżenia czegoś naprawdę ważnego. To malarstwo przemawia jakością godną kontemplacji.

Parafrazując jednego z legendarnych piłkarzy FC Liverpool Lewandowski-Palle mówi: Malarstwo nie jest sprawą życia i śmierci, to coś bardziej poważnego.[20]

                                                                                                            2012-2017

[1] P. Lewandowski-Palle, PACTA SUNT SERVANDA [w] Nowe Tendencje w Malarstwie Polskim 2, Bydgoszcz 2011, s.38.
[2] P. Lewandowski-Palle, Moja droga do wrocławskiego strukturalizmu, wystąpienie na konferencji „Współczesny strukturalizm i okolice” 20 VIII 2008
[3] J. Żernicki, Dziejące się wnętrze obrazu [w] Paweł Lewandowski-Palle „… fragment coraz większej całości …” SSzW BWA Bydgoszcz 1982, s.3.
[4] P. Lewandowski-Palle, Autokomentarz [w] katalog wystawy: 40/60.Namalowane. Paweł Lewandowski-Palle, Legnica 2014, s.18.
[5] M. Czapla [w] Paweł Lewandowski-Palle. Malarstwo. PGSzW Włocławek 1994, s.2.
[6] A. Kostołowski, Odyseje Abstrakcji. Kilka uwag o abstrakcji i duchowości [w] Dyskurs nr 18/2014 s.88
[7] P. Lewandowski-Palle [w] Autokomentarz
[8] M. Rochecka, tekst wystąpienia na otwarciu wystawy Kondensacje i emanacje, Toruń 5 I 2012
[9] tamże
[10] tamże
[11] A. Klimczak-Dobrzaniecki [w] Paweł Lewandowski-Palle.20,25,45, GSzW Włocławek, 1999
[12] W. Kaniowski [w] Paweł Lewandowski-Palle. Ćwierć wieku później. Malarstwo, GSzW Włocławek, 2005
[13] tamże
[14] P. Lewandowski-Palle, Intelektualny wymiar abstrakcji. SZTUKA KONKRETNA w Sopocie [w] Pismo Artystyczne FORMAT nr 62, 2012
[15] A. Kostołowski, Wrocławscy malarze i rzeźbiarze, [w] Co je tu, co tu neni, Oblastni Galerie, Liberec 2011
[16]A. Klimczak-Dobrzaniecki, op.cit.
[17] J. Żernicki, op.cit.
[18] Z. Szmidt, [w] 100%, Galeria BWA Włocławek, 1984
[19] P. Lewandowski-Palle, Palimpsesty wolności [w] BIENIAS. Palimpsest, Kraków, 2011
[20] P. Lewandowski-Palle, z własnego wyboru… czyli o tym, że malarstwo było, jest i będzie, [w] MIROWSKI. Konstrukcja koloru, Zielona Góra, 2011

 

 

do góry